Warto choć raz w życiu zobaczyć, jak się zbiera miód. To pouczający proces, momentami przypominający hollywoodzki film akcji.
Pszczoły z zapałem zbierają nektar i produkują miód, od którego zależy ich przetrwanie. Natura wyposażyła je w instynkt zmieniający je w śmiercionośnych kamikadze, gdy do ula zbliży się większe stworzenie. Ich agresję wyzwala wydychany dwutlenek węgla. Aby przeciwstawić się zbiorowej agresji, pszczelarz rusza na wojnę. Kombinezon ochronny ma chronić przed ukąszeniami, ale nie zapewnia pełnej ochrony. Najpierw do akcji wkracza więc z dymiarką. Dym oszołamia pszczoły, poraża ich zmysły i zmniejsza dostęp do tlenu. Pszczoły nie wiedzą, co się dzieje, a przy tym opadają z sił, więc zamiast atakować, próbują się ukryć albo latają bez ładu i składu. Jednak niektóre pszczoły są bardziej odporne od innych, i zasłona dymna na nie nie działa. Próbują atakować, ale pszczelarz w zanadrzu ma pojemnik z wodą, którym spryskuje odporne sztuki. Gdy do skrzydełek przylepią się kropelki wody, grawitacja robi swoje i pszczoła spada na ziemię. Jak widać, nie wystarczy przejrzeć zamiary wroga, jeśli wróg jest na ten scenariusz przygotowany.
Po zniszczeniu obrony powietrznej nic już nie staje na przeszkodzie w dobraniu się do miodu. Pszczelarz wyciąga siatki pokryte plastrami miodu, umieszcza je w wirówce i usuwa z nich miód. To co zostaje to obraz nędzy i rozpaczy. Pszczoły dostają z powrotem siatki z resztkami połamanych plastrów i bez tak ciężko zbieranego miodu. Gdyby pszczoły myślały jak ludzie, zapewne załamały by się i zapłakałyby gorzko. Ale pszczoły to tylko pszczoły, nie myślą i nie płaczą. Widok pustych plastrów wyzwala w nich instykt ciężkiej pracy i biorą się do zbierania. Proces można powtarzać kilka razy w roku, za każdym razem zmuszając pszczoły do nowego zrywu katorżniczej pracy. Nie jest dane pszczołom spocząć na laurach ani cieszyć się owocami ich pracy. Jesień życia jest równie ponura jak każda inna pora roku.
A teraz spójrzmy na nas, ludzi. Nauczeni jesteśmy ciężko pracowac, a nagrodą ma być spokój i dobrobyt na starość. Niektórzy z nas marzą o wcześniejszej emeryturze, inni o roku przerwy i zwiedzeniu świata, jeszcze inni po prostu chcą kupić sobie coś miłego, gdy uda im się wreszcie na to zaoszczędzić. A tu jak grom z jasnego nieba pojawia się jakiś kryzys. Jakaś choroba, nie wiadomo skąd i jaka, ale wiadomo, że bardzo groźna. Jakaś wojna tam, gdzie już nigdy wojen być nie miało. I choć miała się zakończyć po paru tygodniach, trwa już 4 lata. Albo jakaś bańka pękła, niespodziewanie rzecz jasna, bo przecież żadną bańką miała nie być. A zdarza się to z jakąś dziwną regularnością tak, żeby każde pokolenie mogło tego doświadczyć, i patrzeć bezradnie, jak ich wielkie lub małe plany wyparowały razem z wartością ich oszczędności za sprawą inflacji, której oczywiście miało nie być. Czyżby przyszedł czas na zbieranie miodu?
Pszczoły są tylko pszczołami, nie rozpaczają nad utraconym miodem, lecz biorą się mocno do pracy, aby zebrać go na nowo. Ludzie są zdolni do refleksji - utrata oszczędności życia wywoła w nich żal, gniew, desperację. Część z nich się załamie, podda, wycofa z życie. Ale większość zabierze się ostro do pracy, bo tego wymaga od nich ekonomiczna konieczność. Harówka zamiast przyjemnej jesieni życia czy wcześniejszej emerytury. Ale dzięki temu wzrośnie produktywność społeczeństwa, bo ludzie, którzy w okolicznościach niezmąconych kryzysem wycofaliby się z życia gospodarczego, są zmuszeni do dalszej pracy. Jak widać szczęście jednostki i wydajność gospodarcza nie zawsze idą w parze.